Drukuj
Kategoria: Łubowice
Odsłony: 8084

Każde miejsce ma swoją historię i legendy. Nasze małe Łubowice mają swoje początki w zamierzchłej przeszłości. W tej zakładce znajdziemy informacje, które wzbogacają wiedzę na temat historii naszej miejscowości. Jest tu zamieszczony rys historyczny Łubowic, jest opisane grodzisko pradziejowe. Są też zamieszczone legendy.
W Łubowicach, co ciekawe, legendy spotykają się z rzeczywistością. Oto bowiem 13 kwietnia 1889 r. Nowiny Raciborskie odnotowały: „Na podwórzu dominialnem powstała przedwczoraj nagle skutek zapadnięcia się ziemi dziura na 40 metrów głęboka i trzy do czterech metrów szeroka. Co nagłe to zapadnięcie się ziemi spowodować mogło, dotąd nie wiadomo. Ludzie mówią, iż w miejscu tem ma się znajdować głęboko ganek podziemny. O mało co nie zapadł się wraz z ziemią parobek, który właśnie na tem miejscu stał z parą wołów”. Legenda głosi, że od tutejszego pałacu we wszystkie strony odchodzą liczne podziemne tunele, które sięgają nawet okolicznych wiosek.

Historia

Historia Łubowic

Początki wsi są datowane na IX w. p.n.e., kiedy istniał tu gród z przełomu epoki brązu i żelaza. Grodzisko zostało zniszczone w wyniku pożaru w VI w. p.n.e. i nigdy potem go nie odbudowano.

Na miejscu grodu powstała w średniowieczu wioska, która pojawia się pierwszy raz w kronikach w 1376 roku jako Lbowice, mała wieś należąca do rycerskiej rodziny Lubowiców. Do XIV wieku Łubowice należały do księstwa raciborskiego, tereny nad górną Odrą należały wówczas do piastowskiego państwa polskiego (w 1108 r. Bolesław Krzywousty zajął Racibórz). W 1327 r. książę raciborski Leszek złożył hołd lenny królowi Czech. Od tego czasu Łubowice znajdowały się w granicach państwa czeskiego, a na mocy układów dynastycznych przeszły na własność króla Czech. Nazwiska Lubowiców lub z przekształcenia Łbowskich spotyka się w dokumentach z 1431 i 1449 roku. Z listu kupieckiego z 1489 roku dowiadujemy się, że miejscowość występowała pod nazwą Łbowice i jest własnością Jana i Jerzego Łbowskich. W dokumentach od XVI do XX wieku nazwę wsi pisano Lubowitz lub Lubowice. W 1551 roku Marcin Lubowski był jeszcze wymieniany jako właściciel Łubowic. W koronie Czech Łubowice pozostawały do 1742 roku, w rodzinie Wranińskich z Wronina, właścicielach sąsiedniego Sławikowa. W 1742 r. w wyniku konfliktu prusko – austriackiego Łubowice zostały przyłączone wraz z większością obszaru Górnego Śląska do państwa pruskich Hohenzollernów (od 1871 r. Święte Cesarstwo Narodu Niemieckiego). W połowie XVII wieku umiera Wacław Wraniński, a wieś przechodzi przez różnych właścicieli : rodzina Lichnowskich, Ferdynand Harasowski z Hulczyna , Gusnar z Komorna. Ten ostatni sprzedał Łubowice w 1765 r. kapitanowi pruskiemu Karlowi von Kloch. W 1780 r. rozpoczyna budowę murowanego pałacu. Wybudowany z cegły na planie litery L, w stylu barokowym, jakie często budowano wtedy na Górnym Śląsku. Tu w Łubowicach w roku 1784 odbyło się wesele córki von Klocha, Karoliny, z byłym pruskim oficerem z Krawarza na Morawach – Adolfem von Eichendorffem – przyszłym ojcem poety. Adolf von Eichendorff odkupił od teścia wieś Łubowice, dokończył budowę pałacu, w którym 10 marca 1788 roku przyszedł na świat Józef Karol Benedykt baron von Eichendorff, późniejszy poeta. Rodzice poety nie władali Łubowicami długo. W 1818 r. zmarł ojciec poety, a w 1822 r. – matka. W rok później zadłużone z powodu obciążeń wojennych i nieumiejętnego gospodarowania Łubowice zlicytowano . Jeszcze trzykrotnie zmieniały swoich właścicieli. Kolejni dzierżawcy zaniedbali park na odrzańskiej skarpie. W 1852r. wieś zakupił Wiktor I von Hohenlohe, książę raciborski z Rud. W 1858 r. przebudował pałac w stylu modnego wówczas neogotyku angielskiego (Tudor). W 1938 r. urządzono w jednym ze skrzydeł pałacu izbę muzealną poety. W rękach książąt raciborskich Łubowice pozostały do końca II wojny światowej. W 1945 r. pałac został częściowo zniszczony ostrzałem artyleryjskim w czasie tzw. przełamania linii Odry (walki o przyczółek łubowicki). Dalszych zniszczeń dokonali powojenni szabrownicy i nieudolnie go administrujący PGR. Dziś na wysokim brzegu Odry sterczy tylko kilka ścian. Widać częściowo odgruzowane mury, miejscami uzupełnione cegły tworzące trwałą ruinę, zabezpieczoną przed dalszą dewastacją.

Łubowice miały w swoich dziejach dwa kościoły: pierwszy drewniany i obecny murowany. Pierwszy powstał około 1376 roku i przetrwał do 1907 roku, kiedy to rozpoczęła się jego rozbiórka, ponieważ wybudowano nową murowaną świątynię. Po starym, drewnianym kościele został plac i cmentarz. Wykorzystano go na stworzenie lapidarium – są tam ocalałe kapliczki, płyty i krzyże grobowe. Drewniany kościół po rozebraniu został na nowo postawiony w Łęgu (niestety spłonął w 1992 r.). Obecny kościół w stylu neogotyckim został wzniesiony w latach 1906 – 1907.

W 1921 roku łubowiczanie wzięli udział w plebiscycie. Podobnie jak większość mieszkańców powiatu raciborskiego, opowiedzieli się za pozostaniem w granicach Niemiec. W 1945 roku Łubowice znalazły się w granicach państwa polskiego, a wieś otrzymała nazwę Łubowice. 11 kwietnia 2008 roku formalnie wprowadzono drugą nazwę dla wsi Łubowice – Lubowitz, a 5 września pojawiła się pierwsza w województwie śląskim tablica dwujęzyczna. Rudnik był pierwszą gminą, w której wprowadzono nazwy w języku mniejszości, pomimo że mniejszość ta stanowi poniżej 20 % mieszkańców gminy ( 13,4 %).
(Zgodnie z ustawą z 6 stycznia 2005 r. o mniejszościach narodowych i etnicznych istnieje możliwość wprowadzenia nazewnictwa geograficznego w językach mniejszości. Nazwy nie mogą nawiązywać do nazw z roku 1933 – 45 nadanych przez władze Trzeciej Rzeszy Niemieckiej.)

Stary cmentarz. Miejsce gdzie stał drewniany kościół Stary cmentarz - lapidarium

Ewa Porwal

Grodzisko pradziejowe

Na terenie Łubowic znajduje się największe na ziemiach polskich pradziejowe grodzisko z późnej epoki brązu i wczesnej epoki żelaza ( IX – VII w. przed n.e.), o powierzchni ponad 25 hektarów, z doskonale widocznymi w terenie fortyfikacjami w postaci wału ziemnego ( zdjęcia ).

Badania archeologiczne na terenie grodziska prowadzone były w latach 1972 -1977 i 1988 -2004 pod kierunkiem prof. dr hab. Jana Chochorowskiego z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Umożliwiły one odtworzenie wyglądu fortyfikacji, rozplanowanie zabudowy grodziska, a także uchwycenie najważniejszych epizodów z dziejów zamieszkującej go ludności.

„Parkanowa” fortyfikacja grodziska miała monumentalny charakter. Te obwarowania tworzyła palisadowa „ściana” z potężnych (średnica 20-25 cm), zapewne dębowych słupów, osadzanych w podłożu do głębokości 1,2 m i połączonych plecionką , oraz usypany po obydwu stronach „ściany” nasyp ziemny, który po kolejnych rozbudowach osiągnął średnio 12 metrów szerokości przy podstawie i około 8 metrów wysokości (nawet dziś wał zaporowy miejscami sięga 5 metrów). Łączna długość linii obronnej grodu wynosiła ponad 2 kilometry. Wał był zwieńczony palisadą z drewnianym pomostem dla obrońców, jego wysokość sięgała jedenastu metrów. Wejście do grodu znajdowało się w miejscu dzisiejszego wjazdu do „górnej” części wsi od ulicy Wolności (za starym cmentarzem). W tym czasie zabudowania grodu to domostwa drewniane, naziemne i półziemiankowe, z paleniskami i zagłębionymi w podłoże piwniczkami. Wśród domostw rozmieszczone były różnorodne obiekty o funkcji gospodarczej , głównie związane z magazynowaniem i przechowywaniem produktów żywnościowych.

Mieszkańcy grodu byli głównie rolnikami i hodowcami wypasającymi swoje stada na pastwiskach w dolinie rzeki Odry, ludzie ci zajmowali się także rzemiosłem i handlem. Gród łubowicki był osadą, przez którą od najdawniejszych czasów przebiegały szlaki handlowe. Osią rozwoju była rzeka.

W najbliższym sąsiedztwie grodziska znajduje się cmentarzysko położone na wysokim wzniesieniu górującym nad doliną Odry, między wsią Brzeźnica a Ligota Książęca (zdjęcia).

Wielkość zbadanego cmentarzyska oceniana jest na około 500 grobów. Wśród ówczesnej ludności panowały wierzenia, których naczelną zasadą było przekonanie o sprawczej (boskiej) roli Słońca. Dlatego zmarłych palono na stosie w przekonaniu, iż oczyszczające działanie ognia uwalnia pierwiastek duchowy człowieka z powłoki cielesnej, ułatwiając mu wędrówkę do Boga – Słońca. Znajdują się tu więc wyłącznie groby ciałopalne (popielnicowe), w których spalone szczątki zmarłego składano w glinianych naczyniach (popielnicach) i umieszczano w płytkiej jamie wykopanej w ziemi.

Mimo potężnych fortyfikacji i licznych zapewne obrońców, gród na terenie Łubowic został spalony w pierwszej połowie VI wieku p.n.e. przez najazdy koczowniczych watah scytyjskich ze stepów wschodnioeuropejskich. Po tym epizodzie teren grodziska został zasiedlony dopiero we wczesnym średniowieczu (XII w.)

Do dziś żyje legenda o zapadłym mieście pod Łubowicami. Czy to echa po pradawnym grodzisku ?

Widok Grodziska z lotu ptaka

Ewa Porwal na podst.Elżbieta i Jan Chochorowscy „Łubowice, pradziejowa warownia nad Odrą” w „Archeologia Żywa” nr 3 (37) 2006 r.  

Legendy

Przeklęte miasto

Wśród łubowiczan krąży wiele wersji legendy o podziemnym, przeklętym mieście. Sędziwi i rodowici mieszkańcy wsi twierdzą, że znajduje się pod powierzchnią Łubowic i Ligoty Książęcej. Nazywane jest Lubom, Bucz, Budowice lub Miejsce. Wieże tego miasta skierowane były kiedyś na nizinę odrzańską. Mieszkańcy byli niezwykle zaradni, pracowici i pilni, a przez to bogaci. Prowadzili wystawny tryb życia. To spowodowało, że kolejne pokolenia stały się gnuśne i leniwe, a majątek przodków roztrwoniły. Nie mogąc pogodzić się z biedą, stali się rozbójnikami. Napadali na łodzie przepływające Odrą, plądrowali okoliczne domy. Wszystko co ukradli gromadzili w piwnicach tak długich i szerokich jak miasto. Gdy piwnicy zabrakło, zaczęli kopać nowe korytarze. Ziemia pod miastem została tak poryta, iż podłoże nie mogło już unieść stojących na nim budowli, pałaców i wież. Wszystko się zapadło. Powstało wielkie rumowisko, które z biegiem lat przykryła ziemia porośnięta zaroślami. Po kilkuset latach na miejscu zaginionego miasta pojawili się nowi osadnicy, którzy założyli dzisiejsze Łubowice. Podczas prac budowlanych natrafiali na głębokie doły, sklepienia i głębokie wejścia do lochów. Bojąc się do nich wejść, puścili tam psa. Przez trzy dni słyszano jego przeraźliwe wycie, niestety nie powrócił. Według wierzeń, co sto lat miasto Lubom wynurza się z ziemi, czekając na swego wybawcę.

Bohaterem innej wersji legendy jest rolnik koszący zboże. Podczas pracy, w południe podeszła do niego pani ubrana w czerń i rzekła, że za chwilę przetoczy się tędy ognista kula, której nie może się lękać, a wziąć kosę i w nią uderzyć. Wtedy to miasto Lubom na nowo wydostanie się na powierzchnię ziemi. Powiedziawszy to zniknęła. Po południu gospodarz nagle zobaczył, że w jego kierunku toczy się ogromna ognista kula, a z niej wychodzą wieże kościelne z bijącymi dzwonami. Rolnik mimo zapewnień tajemniczej pani, że nic mu się nie stanie, przestraszył się, odrzucił kosę i uciekł. Miasto Lubom nigdy nie wyszło na powierzchnię.

Sędziwi mieszkańcy opowiadają również, że w sąsiedztwie Łubowic, na pagórku zwanym Buczem, stał dawno temu zamek a wokół położone było piękne miasto. Mieszkańców przepełniała nieustanna złość. Najgorszy był ponoć pan mieszkający na zamku. Życie umilał sobie rabowaniem i napadami na kupców. Raz w Noc Świętojańską wyprawił ucztę, podczas której wszyscy przechwalali się wyrządzonymi szkodami. Kiedy o północy rozległy się grzmoty i błyskawice wszyscy zaczęli żałować swoich win. Niestety na płacz i wyrzuty sumienia było już za późno, a miasto zaczęło się zapadać pod ziemię. Sytuację mogła uratować tylko dobra i sprawiedliwa dziewczyna. Kiedyś, w dniu przed Nocą Świętojańską, do mężczyzn koszących trawę podeszła piękna nieznajoma panna i poprosiła ich, aby zsiekli trochę trawy dla jej kozy. Będąc pod wrażeniem jej urody, mężczyźni zrobili to z przyjemnością. Gdy zbierała skoszoną trawę, nagle zerwał się silny wiatr i zaczęło grzmieć. Chwilę później z niewielkiego wzniesienia zaczęły turlać się ogniste beczki. Mężczyźni uciekli do swoich domów. Dziewczyna też chciała uciec, ale nie mogła się podnieść, bo zahaczyła sznurkiem o coś ostrego wystającego z ziemi. Nie wiedziała jednak, że wyciąga na wierzch miasto. Gdy ukazały się już wieże zamków i kościołów oraz słychać było głos dzwonów ze zdenerwowania i niemocy zaklęła. Wszystko poszło na nic, wiatr i grzmoty ucichły. Miasto, które miała wybawić znowu zapadło się pod ziemię i dalej musi czekać na innego, dobrego człowieka.

Ciekawa legenda wspomina o kiermaszu w zapadłym mieście. Niedaleko wsi rozlega się las.Kto wchodził do niego, ten nie wracał, bo ścieżki były pogmatwane. Wokół lasu płynął potok, a nad nim rozciągało się wzgórze, pośród którego miała być wioska Budowice. Przez cały rok w lesie było spokojnie i cicho. Tylko jednego dnia słychać było hałas i śmiech ludzi. Mieszkańcy mówili wtedy, że budowiczanie świętują swój odpust. Kiedyś nastał dzień, podczas którego jakiś chłopak pasł blisko lasu gęsi. Gdy usłyszał dochodzący spod ziemi śmiech zawołał: – Hej budowiczanie, przynieście mi trochę waszego kołacza odpustowego. Po chwili podszedł do niego tajemniczy mężczyzna z kawałkiem ciasta. Dając go pasterzowi powiedział: – Tu masz to, czego chciałeś, ale nie zapomnij o mnie, kiedy ty będziesz świętować w Łubowicach swój kiermasz, po czym zniknął. Niedługo potem w Łubowicach odbył się odpust. Chłopak pamiętając niedawny dzień prosił matkę o przygotowanie dużej porcji ciasta. Kiedy ta upiekła, poszedł z nim na leśną łąkę. Mieszkaniec Budowic już tam czekał. Wziął ciasto i zniknął.

Mrówki i tajemnicza kolasa

Następna legenda opowiada o jednym z właścicieli Łubowic. Pewnego dnia około północy wracał bryczką do domu z Raciborza. Nagle na środku drogi konie się zatrzymały. Nie mogąc ich batem zmusić do ruszenia mężczyzna zszedł z wozu, by znaleźć przyczynę niezrozumiałego dla niego postoju. W pewnej chwili ujrzał całą drogę pokrytą tysiącami mrówek. Wychodziły z ciemności, przechodziły przez ulicę i znikały w otchłani. Trwało to godzinę. Gdy zegar wybijał godzinę pierwszą wszystko wróciło do normalności. Konie ruszyły, a właściciel Łubowic pojechał do domu. Za jakiś czas we wsi wydarzyło się nieszczęście, które kojarzono z dziwnym zjawiskiem na drodze.

Inna legenda opowiada o tajemniczej kolasie, czyli bryczce. Nie zaprzęgnięta w konie miała przynosić nieszczęście tym, którzy ją widzieli. Jeśli ktoś do niej zajrzał, też stawał się nieszczęśliwy. Mówiono, że kolasą tą na przejażdżki wybierał się jeden z Eichendorffów z rodziną. Mieszkańcy widzieli bryczkę wyjeżdżającą od strony pałacu. Przejeżdżała wokół kościoła po czym znikała. Ponoć nie wyjeżdżała poza Łubowice, ponieważ w sąsiednich Grzegorzowicach nikt jej nie widział. Ostatnia opowieść dotyczy okresu po I wojnie światowej. Podczas walk powstańczych pilnie strzeżono okolic Łubowic. Mieszkańcy wspominają, że w nocy na miejscową ludność napadali zbóje. Łubowiczanie zarządzili nocne warty. Pewien mieszkaniec Rudnika wspomina, że którejś nocy jego dziadek Klemens wybrał się wraz z Szandarą na obchód wokół wsi. Z pagórków dobrze było widać całą okolicę. Podczas spaceru rozmawiali o tym, jakby zareagowali gdyby nagle nadjechała bryczka. Chwilę później usłyszeli  tętent koni, których nie widzieli. Ukazała się jednak kolasa, która jechała od strony kościoła. Podobno Szandara zdążył zajrzeć do bryczki. Po chwili jednak w wielkim przerażeniu uciekli z Łubowic. Biegnąc przez pola dotarli do Ligoty, do domu Klemensa. Żona jego nie mogła ich uspokoić. W lęku przez jakiś czas nie wychodzili z chaty. Szandara umarł w tajemniczych okolicznościach.

źródło: "Gmina Rudnik- kraina pałaców i zieleni"
autor: Anna Bindacz
Wydawnictwo i Agencja Informacyjna WAW Grzegorz Wawoczny